Mój dom rodzinny zawsze pełen był zwierząt różnego gatunku i maści.
Jednak ja urodziłam się z psem w sercu i tej miłości pozostaję wierna do dziś. Pierwszym moim psem rasowym była suczka charta afgańskiego – Adelajda z Charciego Raju. Przeżyła kilkakrotną zmianę właściciela i wypadek samochodowy, który miał być końcem jej życia, ale nie było jej to pisane, gdyż w tym opłakanym stanie fizycznym i psychicznym przygarnął ją mój brat. W naszym przyjaznym domku odzyskała spokój i poczucie bezpieczeństwa dożywając późnej starości. Kolejnego czterołapego przyjaciela postanowiłam wybrać bardzo rozważnie. Chciałam kupić szczenię rasowe i mieć pewność, że ten pies będzie szczęśliwym stworzeniem od pierwszego dnia swojego życia po dzień ostatni. Pozostało mi wybrać rasę i tu z pomocą przyszedł mi mój Krzyś, którego kiedyś na wakacjach oczarowały dwa bawiące się kerry blue terriery....

Przeczytałam dostępną mi literaturę na temat tej rasy i stwierdziłam, że właśnie takiego psa szukam – średniego wzrostu, choć sprawia wrażenie większego niż jest, silnego i odważnego, a przy tym przyjaznego ludziom, ciekawego świata, wesołego towarzysza długich spacerów. I jeszcze jedna ważna cecha – rasa ta nie linieje, co na pewno ułatwia życie pod jednym dachem nie tylko alergikom.

Niewiele czasu minęło i Krzyś przyszedł z nowiną, że spotkał znajomego, który miał suczkę kerry blue terriera i właśnie się oszczeniła....-  to był znak. Poszliśmy porozmawiać z hodowcą, obejrzeć maluszki i szczęśliwą mamusię. Jeśli miałam jeszcze jakiekolwiek wątpliwości, to odeszły w zapomnienie, kiedy wzięłam na ręce szczeniaczka.

5 grudnia 1998 roku Krzyś kupił mi w prezencie gwiazdkowym (mającym starczyć na pięć lat)  mojego upragnionego pieseczka – Lagunę Milepork – był to najpiękniejszy prezent jaki kiedykolwiek dostałam!

Laguna /po domowemu Lana/ wyrosła na piękną sukę. Postanowiliśmy więc spróbować swoich sił na wystawach. Okazało się, że ona uwielbia się pokazywać, co przy mojej znikomej wiedzy na temat wystaw było bardzo pomocne. Wystarczyło jej nie przeszkadzać, a ona potrafiła przekonać sędziego, że jest najpiękniejsza i zasługuje na złoty medal. Ukończyła w ekspresowym tempie championat i pewni państwo zapytali nas, kiedy będą szczenięta. Pomyśleliśmy, że skoro ona jest taka ładna , to jej dzieci powinny być co najmniej tak ładne jak ona. Na tatusia wybrałam psa, który oczarował mnie swoją urodą i temperamentem – I.CH. Bheliom Age of Miracles. Efektem tego związku była szóstka pięknych szczeniąt (cztery pieski i dwie suczki).

Z tej gromadki postanowił zostać z nami piesek – dziś Ch.Pl, Mł.Ch.Pl CAMRY z Płockiego Wzgórza (prezentu gwiazdkowego chyba długo nie zobaczę).

CAMRY na co dzień Niunio jest potwierdzeniem słuszności doboru pary hodowlanej. Pies niezwykłej urody, doskonały przedstawiciel rasy. Zachwyca wspaniałym fenotypem zarówno laików jak i znawców, co znajduje odzwierciedlenie w osiągnięciach wystawowych. Rok później uległam namowom znajomych i pokryłam Lanusię drugi raz. Tym razem ojcem został I.CH. Lary z Piwolandu.

14 lutego 2003 roku przyszły na świat cztery „walentynkowe chłopaki”. Niedługo skończą rok i mam cichą nadzieję, że ich właściciele wyruszą z nimi na podbój ringów wystawowych.

Chciałabym jeszcze podziękować  mojemu Krzysiowi za Lanusiowy prezent gwiazdkowy, Pani Magdalenie Świętoń za pokazanie mi jak ślicznego mam pieska i skrócony kurs pielęgnacji lanusiowego futerka , Państwu Walewskim, którzy namówili nas na szczenięta i są obecnie właścicielami CORSY z Płockiego Wzgórza, Państwu Kicińskim , wieloletnim hodowcom kerraków za przekazanie wielu cennych rad i współpracę hodowlaną.

Dobrze jest spotykać na swej drodze miłych i życzliwych ludzi....